[Beta] Battlefield V – rozczarowanie z nutką nadziei.

Battlefield V miał być wielkim powrotem do korzeni. Powrotem do II wojny światowej i nieco bardziej taktycznej rozgrywki. Coś, na co społeczność czekała od lat – coś, czego teoretycznie nie dało się zepsuć.

Niestety na długo przed wyjściem bety można było mieć już pewne obawy dotyczące najnowszej części gry. Ostatnie gry DICE były mocno wykastrowane pod względem zawartości, ale wypakowane mikrotransakcjami, a do tego firma przyjęła jakąś niezrozumiałą taktykę marketingową – skupiającą się na nie pokazywaniu gry, obrażania swojej społeczności i wrzucania wszystkich z obiekcjami do worka z seksistami, a do tego na kilka dni przed wyjściem bety EA ogłosiło, że przenosi premierę gry na listopad.

Czy obawy były słuszne? Niestety wygląda na to, że tak.

Beta* była po brzegi wypełniona bugami i glitchami. Od skaczących ragdolli, przez t-pose’y, do wpadania przez mapę włącznie. Tworzenie składów, czyli zmora Battlefielda 1, raz działało, a raz sprawiało problemy, co doprowadzało do sporej irytacji. Dźwięk, czyli coś, z czego słynie seria, był strasznie przytłumiony i większość odgłosów była po prostu niesłyszalna. Najgorsze jednak było to, że w ogóle nie było czuć klimatu II wojny światowej – co więcej, nie było czuć klimatu Battlefielda.

 

 

Dziwna kolorystyka, pokraczny wygląd postaci, a do tego brak epicków pojedynków czołgów czy pościgów samolotów, bo pojazdy bardzo rzadko pojawiały się na respawnach.

Grafika w ogóle nie robi wrażenia (PS4 Pro), a przez to, że wszystko wydaje się rozmazane ciężko odróżnić przeciwników od towarzyszy.

Widać też, że gra będzie równie wykastrowana co Battlefield 1. Nie ma znanych i lubianych z poprzednich części dodatków do broni. Rozwój ekwipunku opiera się teraz o śmieszne drzewko przypominające słabe RPG. Do tego wygląda na to, że w dniu premiery będzie bardzo mało rodzajów broni (plotki mówią o 35 – w porównaniu w BF4 było ponad 80) i tylko 8 map. Do tego widać, że wielką wagę będą miały losowe paczki z kolorkami na broń i czapkami dla żołnierzy.

 

 

Na szczęście to, co najważniejsze – strzelanie – jest fenomenalne. W końcu czuć, że nasz żołnierz trzyma broń w rękach. Z każdej broni strzela się inaczej, czuć rozrzut i siłę. Życie samoczynnie nie odnawia się już do pełna, więc trzeba grać bardziej taktycznie i polegać na składzie.

Mecze nadal są intensywne i czasami o zwycięstwie decyduje 1 ticket, a dobrze rzucona rakieta V1 w ostatnich sekundach może odwrócić szale zwycięstwa.

 

Nie zanosi się na to, żebyśmy w dniu premiery otrzymali pełnoprawny produkt. Nie dostaniemy wszystkich trybów czy obiecanych mechanik. Beta Battlefielda V zostawia mocny niesmak, ale pozostawia też ziarenko nadziei, że jak DICE naprawi największe błędy to będzie można znowu zatopić się na dobre kilkadziesiąt godzin w multiplayerze i możliwe, że za 6-8 miesięcy dostaniemy naprawdę dobrą grę.

 

*Nie oszukujmy się, że to była beta. To, co dzisiaj jest betą, kiedyś było po prostu demem mającym zachęcić do kupna gry.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.