Call of Duty: Infinite Warfare i remaster MW.

Wczoraj pojawiły się plotki, że najnowsza część Call of Duty będzie miała podtytuł Infinite Warfare i prawdopodobnie będzie rozgrywać się w kosmosie.

Dzisiejsze plotki pokazują, że w skład rozszerzonej edycji będzie wchodził remaster niesamowitej pierwszej części Modern Warfare.
Tak jak najnowsze Call of Duty w ogóle mnie nie obchodzi, tak nie mogę się doczekać powrotu do snajperskiej misji w Prypeci w Moder Warfare.

 

Nintendo NX w marcu.

Nintendo właśnie poinformowało, że światowa premiera nowej konsoli odbędzie się w marcu przyszłego roku. I to wszystko co wiemy na temat NX, o którym podobno nie będzie nic mówione na nadchodzącym E3.

Nientendo chce się skupić na pokazywaniu nowej Zeldy, która to wychodzi niemal z taką samą werwą jak The Last Guardian.

 

Suda51 po kryjomu zapowiedział remaster The Silver Case.

A to ci dopiero!
Suda51 wraz z Grasshopper Manufacture promowali na PAXie swoje najnowsze dzieło – Let It Die.
Przy okazji na ich stoisku można było znaleźć tajemnicze karteczki na których po rozszyfrowaniu wiadomości wyszło na jaw, że ich kolejna gra to remake niesamowitej przygodówki The Silver Case. Przygodówki która oficjalnie nigdy nie wyszła na zachodzi i nigdy nie została przetłumaczona na angielski (na szczęście można było znaleźć różne fanowskie tłumaczenia).

Niestety wszystkie aktualne informacje mówią o wydaniu gry tylko i wyłącznie na Steamie.

 

Dark Souls 3: Postęp każualizacji

Gry From Software otoczone są kultem i mistycyzmem. Legendy o poziomie trudności w Soulsach można usłyszeć juz wszędzie i powielane są przy każdej kolejnej odsłonie gry.
Pomimo mojego uwielbienia tej serii zawsze wyśmiewałem te historie. No bo gdzie tu trudność skoro znakomita większość walk polega na turlaniu się pod nogami przeciwnika i czekaniu na odpowiedni moment, by wyprowadzić swój cios?

Tak, gry z serii Souls są wymagające, mają wysoki próg wejścia i karzą, czy też karały wcześniej, za każdy popełniony błąd. To za to pokochaliśmy te gry, gry jakże inne od całej reszty popkulturowej papki. Do tego dochodzi tajemniczość świata, szczątkowa fabuła, do której nigdy nie przykładałem większej uwagi, ale z przyjemnością słuchałem wszelakie rozważania o niej, niesamowite lokacje i modele przeciwników, no i klimat, który wylewa się z ekranu.

Jak w 2009 roku w któreś z Polygadek (ktoś pamięta który to był numer?) usłyszałem zachwyty Rysława na temat Demon’s Souls to od razu wiedziałem, że to będzie gra dla mnie. Gra która nic nie tłumaczy, bez żadnych bzdurnych tutoriali, bez checkpointów, bez trzymania za rączkę, gdzie każdy zły ruch kończy się śmiercią, a śmierć jest strasznie dotkliwa. Gdzie o wszystkim musimy dowiedzieć się z wszelakich forów i wikipedii. Do tego gra która nie wyszła w ogóle na zachodzie (w tamtym okresie) i którą trzeba było ściągać bodaj z Hong-Kongu.
Do dziś pamiętam nieprzespane noce po błąkaniu się w lochach Tower Of Latria oraz ścieki gdzie grasowały żaby, które w kilka sekund rzucały klątwę pozbawiającą nas połowy życia. (A jednak źle pamiętam, ścieki i żaby były w Dark Souls)

Dwa lata później wyszły równie niesamowite, ale już bardziej przystępne Dark Soulsy, wprowadzające kilka uproszczeń, ale nadal zachowujące klimat Demon’s Souls. Półtora roku później druga część Dark Souls, po roku Bloodborne, gra na wyłączność dla PS4, po kilku miesiącach wyszła odświeżona wersja Dark Souls 2 dla konsol nowej generacji. W tym roku pojawiła się trzecia trzecia część tej serii.

Sześć gier w siedem lat. Z każdą kolejną odsłoną coraz mniej świeżości, coraz mniej wyzwań, coraz więcej uproszczeń. Uproszczeń do tego stopnia, że przez pierwsze klika godzin w Dark Souls 3 czułem się tak jakbym grał w Call of Duty. Bez żadnego stresu, bez żadnego wyzwania parłem do przodu zabijając po drodze kolejnych bossów. Przeciwnicy budzący kiedyś szybsze bicie serca, jak wspomniane wcześniej żaby, aktualnie powodują jedynie wzruszenie ramion. Nie ma poczucia zagrożenia, bo bez zastanowienia przebijam się przez kolejnych wrogów, którzy nie są w stanie nic mi zrobić. A jak już zdarzy mi się zginąć, to również wzruszam ramionami, bo kara za śmierć jest znikoma, a największą frustracje powoduje losowe pokazywanie się niebieskiego ekranu na PS4.

Dark Souls 3. Gra obdarta z tego za co pokochałem gry From Software. Gra nie sprawiająca większego wyzwania, którą bez problemu można przejść z pierwszym napotkanym mieczem. Gra z którą w jednym tygodniu spędziłem ponad 30 godzin.

Tak, bo pomimo moich narzekań Dark Souls 3 to gra niesamowita i pod sensem growym prawdopodobnie najlepsza odsłona tej serii. Walka nadal sprawia niesamowitą satysfakcje, a jej lekkie uproszczenia powodują, że w końcu wchodzi nam każdy backstab, a parowanie ataków przeciwników nie stanowi już większego wyzwania, przez co cały czas gramy z bananem na twarzy. W końcu mamy większą ilość cutscenek i zaczynamy coś rozumieć z historii. Grafika wygląda przepięknie, nie raz zatrzymywałem się na chwilę, by podziwiać widoki i zrobić szybkie zdjęcie. Online działa wyśmienicie, a w jednej grze może znajdować się nawet do sześciu graczy. Umowne kary za śmierć powodują, że coraz śmielej próbujemy swoich sił w PvP, które w tej odsłonie sprawia niesamowitą zabawę.

Zabawa i przystępność. To charakteryzuje Dark Souls 3 i nie sądziłem, że to przyznam, ale sprawdza się to bardzo dobrze.

Plusy:

  • Walka nadal sprawia niesamowitą przyjemność.
  • Zróżnicowani przeciwnicy.
  • Zróżnicowane i ciekawe przymierza i zadania poboczne
  • Przepiękne i przemyślane lokacje
  • Online sprawia niesamowitą frajdę

Minusy:

  • Wiele uproszczeń i brak wyzwań
  • Potrafi przyciąć na PS4 oraz wyrzucić na niebieski ekran.
  • Recykling assetów z poprzednich części

Ocena: 4+/5